R. 12: Znikająca sarna
tymczasem u Bakusa i Tedi
-Niemożliwe!-krzyknęła Tedi- Nie ma jedzenia!
- Co? Przecież dopiero co upolowaliśmy młodą sarnę!- powiedział Bakus
-Mówiłam ci aby nie zosawiac jej samej, ale ty zawsze chcesz polowac więcej!
- Spokojnie zaraz znajdę drugą. Nie masz się co martwic.
- Ymmffrr... Nie znajdziesz. Wszystkie przegoniłeś.
- W sumie... racja. No to zostają nam małe zwierzęta.
- Niewiele, ale zawsze coś czyż nie? No to na łowy.- powiedziała i wskazała wilkowi drzewo pełne wiewiórek. Bakus zdziwił się jej zachowaniem i rzekł:
- I ty myślisz że ja mam latac po drzewach?- Powiedział zażenowany a wilczyca zrobiła chytry uśmieszek.- Jeśli tak to mylisz się, siostra!
- Nie zapominaj kto zgubił obiad. No już! Jazda na drzewo!
- To do mnie czy koło mnie?!- Warknął Bakus
- No jasne że do ciebie!- Krzyknęła rozwścieczona Tadefu
- Co ty dzisiaj taka wredna? Tedi nie poznaje cię.
- Daj mi spokój i zabierz się za te wiewiórki bo pouciekają.- Powiedziała po czym położyła się na małą, zieloną trawkę. Bakus przytaknął , mruknął cicho
''uspokój się złapie te wiewiórki'' zaczął skradac się ku bawiącym się na drzewie wiewiórką. Te nie zauważyły go, zaś ten rzucił się ku jednej z gałęzi. Był już na niej. Wtem na wyższą gałąź bezszelestnie wleciał ptak. Wiewiórki obejrzały się za siebie za siebie i ujrzały czarnego kruka na jednej z gałęzi. Pomyślały iż tylko ptak wylądował na ich drzewie i znów zaczęły się bawic. Bakus zaś skoczył na jedną gałąź niżej. Ostrożnie podszedł do kory drzewa i oparł plecy. Kruk podleciał na jego gałąź i usiadł równolegle do niego. Przypatrywał się szaro-złotemu wilkowi swymi czerwonymi oczyma. Bakus zaś mu cicho szepnął:
'Dzięki za uratowanie skóry. Kruku gdybyś się nie zjawił na tej gałęzi stracilibyśmy jedzenie i musielibyśmy przez ten dzień lub dłużej głodowac... Jeszcze raz dzięki.'' . Ptak kraknął cicho jak gdyby powiedział mu '
Nie ma za co' i natychmiast odleciał z drzewa głośno kracząc. Bakus śledził jeszcze wzrokiem jego lot po błękitnym niebie, lecz nagle przypomniał sobie o sześciu wiewiórkach które są tuż za nim, a które niczego się nie spodziewają. Ostrożnie wysunął łapę na gałąź na której szóstka wiewiórek zobaczyła czarnego ptaka. Wszedł na nią i ujrzał owe wiewiórki jedzące teraz orzeszki. Były odwrócone do niego tyłem więc najstarszy wilk bardzo ostrożnie podszedł do nich.
Tedi obserwowała wszystko. Była pewna że starszemu bratu nie uda się lecz gdy zobaczyła iż ptak ratuje ich od głodówki była już pewna iż Bakus podoła wyzwaniu bo teraz przecież jego a wiewiórki dzielił tylko pień drzewa. A na dodatek sześc wiewiórek rozpoczęło ucztę! ''
Nie ma bata uda się!''-pomyślała
U Nera, Khy, Lishy i Jaspera
Usiadłem na przeciwko ścieżki którą jak mówiła Khyariin poszli moi przyjaciele. Kiedy Lisha i Khyariin zaprzyjaźniały się, a młody Jasper próbował zwrócic na siebie uwagę równie młodej biszkoptowej wilczycy o jasnym pręgowaniu, ja czekałem na Bakusa i Tadefu. Niedługo potem usłyszałem głośne krakanie kruka.
Owa ptaszyna leciała w moim kierunku. Wylądował na przeciwko mnie i krakał. Zauważyłem czerwone oczy to był kruk-cień. Po chwili moje oczy również zaświeciły na czerwono i po chwili zacząłem rozumiec jego mowę:
- Znikająca sarna! Wiewiórki! Szaro-złoty wilk! Szaro-czarna wilczyca! Niebezpieczeństwo! Rubin! Tobie Pomóc! Kryszt-kra! kra! kra!- i tyle zdążyłem zrozumiec gdyż po chwili 'czar' mijał .
Zawołałem moich pozostałych, trzech przyjaciół lecz za chwilę na drodze zjawili się Tedi i Bakus. Każdy z nich miał w pysku po trzy wiewiórki.
- Czyli dlatego nas zawołałeś! Bakus i Tedi wrócili ze śniadaniem!- powiedziała uradowana Khyariin
- Nie no bo to nie dlatego...- Powiedziałem lecz jej już nie było
Tadefu położyła swoje wiewiórki na ziemie przy Bakusie a ten zrobił to samo, a Tedi szybko ruszyła przed siebie i zahamowała przede mną.
- Gdzieś ty był?- spytała łagodnie
- Po przyjaciół. Silna wataha to liczna wataha, a gdy tak na przykład zaatakują nas ludzie to po czyjej stronie będzie przewaga?- spytałem zmieniając trochę całą historię ponieważ pojawienie się Lishy i Jaspera to czysty przypadek.
- Po naszej w końcu nasza trójka ma moc ognia, ale każdy z nas będzie bardzo szczęśliwy mając chocby o jednego przyjaciela więcej. Kim są nasi nowi przyjaciele?- spytała
- To moja siostra Lisha i jej przyjaciel Jasper.
-No dobrze ktoś głodny?- Przerwał Bakus stojący obok sterty wiewiórek. - Dla każdego po jednej.
Podczas gdy Khyariin,Lisha, Jasper i Bakus wzięli i zjadali właśnie swoje porcje Tedi zagadała:
- Dzisiaj ktoś zwędził nam naszą sarnę i musimy zadowolic się tymi wiewiórkami. Jestem zażenowana! Czy pomożesz odnaleźc złodzieja?- spytała
- No jasne. Już teraz mam pewne podejrzenia, ale jest problem: nie znasz tego kogoś więc pójdę sam po śniadaniu. zgodzisz się na to?
- Hmmm... Nie zgadzam się. Jeśli ja go nie znam to ty pewnie też. Pójdę z tobą po dobroci albo po złości.- Powiedziała krzywiąc pysk.
- Co jak co, ale Tadefu dzisiaj łatwiej wprowadzic w agresje niż wczoraj więc miej się na baczności Nero.- Powiedział Bakus obgryzając wiewiórcze kostki z mięsa.
- OK- powiedziałem do dwojga i ruszyłem w stronę wiewiórek. Wziąłem jedną i błyskawicznie zjadłem. Tedi zaś jeszcze się z nią męczyła.
Powoli zbliżał się wieczór. Wszyscy zjedliśmy to co mieliśmy zjeśc i szykowaliśmy się do snu. No ja i Tedi raczej nie bo planowaliśmy wyjśc na poszukiwanie złodzieja gdy wszyscy już zasną więc udawaliśmy tylko że śpimy. Gdy upewniliśmy się że reszta watahy już dawno zasnęła i nic ich nie obudzi. Szliśmy po ciemku. Prawie nie było nic widac. Gdy któreś z nas się zgubiło drugie łatwo je odnajdywało po blasku złotych i ciemnobrązowych oczu. Wkrótce dałem Tadefu znak by się zatrzymała i była czujna-coś tu jest...
----------------------
mam nadzieję że sie wam spodoba (po rozdział 11 nie był za bardzo fajny bo był pisany na szybko).
ten post napisałam kompletnie bez pomysłu na niego XD widac wena mnie nie opuszcza :)
a iten obrazek na samej górze to tak na szybko więc nie ma tam dokładnych kolorów moich wilków. Przedstawia to Nera i Tedi biegnących nocą. Rysunek zrobiony w Paint'cie.