poniedziałek, 29 września 2014

Rozdział 10: Przyjaciel


Rozdział 10: Przyjaciel



     Szliśmy już kilka naście godzin w poszukiwaniu mojej watahy. Zbliżał się wieczór.  Siostra i ja teraz musieliśmy szukać jaskini by rano móc kontynuować poszukiwania watahy.
     Wkrótce jednak udało nam sie odnaleźć małą jaskinie. Była to mała i ciasna, ale dobra jaskinia. Wokół niej rosło wiele krzaków i drzew, co oznacza iż nikt jej wcześniej nie odkrył.
      Położyliśmy się spać. Lisha dawno spała, a ja wpatrywałem się w gwiazdy. Wypatrywałem księżyca schowanego za jedną z kilku ciemniejszych chmur.
     Po kilkunastu minutach chmura zaszła odsłaniając śnieżno biały księżyc. Odetchnąłem z ulgą gdyż pamiętam iż ostatniej nocy księżyc był złoty i zmusił mnie do przemiany w wilka-cienia.
     Zastanawiałem się kim był ten rozszarpany wilk. Pamiętam że miał na sobie zapach Lisha'y, lecz ja gościa nie znałem.
     Zamknąłem oczy chcąc zasnąć lecz nie mogłem. Popatrzyłem się znów na gwiazdy. Świeciły jasno na teraz czystym od chmur niebie. Lecz nie dało mi to spokoju. Wciąż pamiętałem słowa Rubina; 'teraz walka była by nie fair.' Ale jak to nie fair? Chodziło o to że Rubin po prostu boi się mej mocy, czy też dla niego byłaby to zbyt łatwa walka? Nie wiem i mam nadzieje że chodziło o tą pierwszą wersję. On zawsze taki był. I jeszcze do tego te zakopane jelenie. Nikt z naszej watahy nie wiedział dlaczego i kto je tam zakopał. Czuję iż nie był to czyn jakichś dobrych istot. Może Rubin? Nie. Nie upolowałby kilku jeleni zupełnie sam.
     Po kilku minutach za plecami usłyszałem głos Lisha'y.

      - Coś cię trapi?- powiedziała kryjąc smutek.

     - Nie, przywidziało ci się.- odpowiedziałem.

     - A więc co robisz?- spytała

     - Ja? Ja patrzę na gwiazdy i myślę o mojej watasze. O Tadefu, Khyariin i Bakusie.

     - Wiesz... Wtedy jak odszedłeś od naszej watahy Rubin gnębił mnie jeszcze przez kilka dni. Potem zniknął. Szukaliśmy go wszędzie ale ślad po nim zaginął. Po tygodniu pomyślałam iż poszedł cię odszukać i wyruszyłam by cię ostrzec. Szukałam cie wszędzie aż na niebie spadły dwie gwiazdy. Zrozumiałam że on planował to od dawna. Chciał aby rodzice zostali sami  bo dobrze wiedział że rozwaliłabym go w dwie sekundy. Zabił ich i przejął moc ojca. Jakieś kilka dni temu spotkałam wilka. Był cały biały, miał złoto-niebieskie oczy. Nazywał się Jasper. Wydawał mi się mądry i uczciwy, ale był narwany. Opowiedziałam mu wszystko i ruszyliśmy aby powiedzieć ci iż Rubin ma moc i planuje zwiększyć jej siłę zabijając ciebie. Wczoraj zobaczyliśmy wilka-demona. Było ciemno nie wiem czy mój opis jest dokładny... Był ogromny i miał wybitne futro na szyi jak lew. Jego głowa trochę przypominała głowę egipskich anubisów lub szakala nie wiem, ale wiem to iż miał długie szpiczaste uszy. Jego oczy świeciły na czerwono. Uwierz mi bo pewnie nigdy nie widziałeś tak mocno świecących oczu. Stał na polanie i parzył się w biały księżyc. Jasper myślał że jest to Rubin i powiedział mi o tym. Mówiłam mu żeby lepiej zostać w ukryciu, ale nie posłuchał mnie. Rzucił się na czarnego wilka a ten rozszarpał jego śnieżne futro i po chwili wszystko było we krwi. Gdy ten myślał że Jasper nie żyje, mój przyjaciel drapnął go pazurem w oko. Ogromny wilk bardzo się wkurzył. Chwycił za gardło i ścisnął aż połamał mu kości. Potem popatrzył się w stronę krzaków w których się ukrywałam. Uciekłam i zaszyłam się w najbliższej norze. Potem zaczął padać deszcz...Gdy skończyło padać wybiegłam z nory i resztę już znasz...- powiedziała. Gdy wypowiedziała ostatnie zdanie poleciała jej łza.

     - Przepraszam. Nie kontrolowałem postaci cienia...- mruknąłem

     - Nie musisz przepraszać. Jasper zbyt wiele dla mnie nie znaczył...- Powiedziała po czym zawyła pełnym smutku głosem. Dołączyłem do niej.

     - Spróbuję jutro coś z tym zrobić.- szczeknąłem

     - Dziękuję.- odpowiedziała

     Po kilku minutach położyliśmy się spać. Ona zasnęła szybko lecz ja miałem mały problem z zaśnięciem. Lecz w końcu udało mi się wejść do krainy snów.

     Szedłem jako cień pośród wysokich drzew. Był 'dzień'. Wprawdzie pochmurnie lecz owe chmury były białe. Po kilkunastu minutach odnalazłem łąkę. Usiadłem na środku i zawyłem. Pełen grozy głos szybko przyciągnął masę kruków. Ptaki wylądowały przy mnie po czym ukłoniły się. Ruchem głowy dałem im znać by poszły stąd precz. Lekko przestraszyły się i usiadły na gałęzie. W końcu ryknąłem. Uciekły rozpływając się w powietrzu...

     Obudziły mnie wesołe krzyki Lisha'y. 'No, chodź! No chodź już! szybko!' krzyczała uradowana skacząc i merdając ogonem jak szalona. 'Juz, już' odpowiedziałem jej. Wyszliśmy z nory.
     Był piękny i słoneczny poranek. Na niebie nie było ani najmniejszej chmurki. Wróble i inne ptaki śpiewały radośnie swe pieśni.
     Wilczyca prowadziła mnie przez leśną ścieżkę. Po kilku minutach odnalazła bardzo malutką polanę. Gdzieś tam na boku leżało ciało martwego wilka.

     - Proszę...- warknęła

     - Nie proś. Nie musisz.

     Znalazłem martwego wilka. Podszedłem do jego szyi i przyłożyłem nos przymykając oczy. Wypowiedziałem magiczne 'Dariri'. Po chwili przez moją głowę przebijały się Masy różnych obrazów z życia białego wilka. Po godzinie ustało. Szybko podniosłem głowę i odwróciłem się do siostry.

     - I jak?- spytała.

     - Nie wiem... Chyba się nie udało...- Powiedziałem

     - Co się nie udało?- usłyszałem głos za sobą. Po chwili ujrzałem białego wilka zupełnie bez ran. Uśmiechał się do nas i merdał ogonem. Lisha podziękowała mi serdecznie i pobiegła by rzucić się w jasne futro zdezorientowanego wilka.


--------------------------

Koniec rozdziału 10 ;)

i jako że jest to 10 post daje bonus:

http://godspack.com/archives/comic/c21p4

komiks :)

poniedziałek, 22 września 2014

Rozdział 9: Z głębi pamięci-pierwsza walka

9: Z głębi pamięci-pierwsza walka
Radzimy włączyć muzykę.



     Jeszcze chwilę popatrzałem się na martwego wilka. Z prawego oka wolno płynęła krew.  Zbierało się na deszcz. Z pewnością nie będzie to mały deszczyk. Patrząc się zdrowym okiem w chmury dostrzegłem w oddali piiorus spadający na ziemię. W jednej z chwil poczułem dosyć znajomy zapach pochodzący z... ciała martwego wilka! Wilka nie znałem choć czułem znajomy wyparty z mojej pamięci rok temu zapach... Nie mógł być to Rubin ponieważ to całkiem inny zapach...
     Odszedłem kilka kroków od zdechłego osobnika. Położyłem się w wielkiej trawie pod wierzbą. Leżałem myśląc o mojej nowej watasze i o tym co stało się poprzedniej nocy.
     Gdzieś nie daleko walnął piorun. Było go słychać i widać. Nagle zaczęła się ulewa. Deszcz padał przeszywając na wylot liście wierzby. Wybiegłem z pod drzewa. Woda lała się na me długie futro.
     Ruszyłem przed siebie. Mknąłem szybko niczym wiatr przedzierając się przez wodny huragan. Nie robiłem sobie nic z widoku 'na jedno oko'.
     Biegłem szybko uważając na każde drzewo czy gałązkę. Bezszelestnie. Czując na sobie każdą kroplę deszczu, wyczuwając każdy zapach.
     Deszcz ustępował lecz biegłem dalej. W końcu ustąpił on całkowicie miejsce, które zajęła biała mgła. Nie mogłem nic zobaczyć. Przystanąłem. Położyłem nos przy ziemi i zacząłem węszyć.  Poczułem dosyć znany zapach. Zapach ów zostawił na sobie zamordowany wilk. Szybko podniosłem pysk.
     Obnażyłem kły i najeżyłem futro gotów do ataku. Usłyszałem pojedyncze warknięcie tuż za sobą. Obejrzałem Się  Nic. Kolejne warknięcie tuż przed sobą. We mgle ujrzałem parę świecących na zielono oczu. Po chili z białego pyłu wyłonił się wilczy, szary pysk ze starą rana najwidoczniej po pazurach dużego kota. To był pysk Rubina. Wilk miał obnażone kły tak jak ja. Mgła ustała całkowicie. Powoli zbliżał się ku mnie. W końcu stanął:

     -Długo czekałem na tę chwilę... A wiesz dlaczego?- Warknął-  Moja siła nie jest tak idealna jak twoja, ale będzie już nie długo... a może za chwilę? Pewnie pytasz dlaczego? A ja ci odpowiem: BO CIĘ ZABIJĘ!- szczeknął i się na mnie rzucił. Wbił kły w moją szyję. Objąłem łapami jego szyję i głęboko wbiłem mocno moje długie i ostre jak brzytwa pazury. Warknął Rubin.

     - I ty nędzny kundlu myślisz że to ci się tak szybko uda?!- szczeknąłem po czym odnowiłem mu ranę na pysku:
Wziąłem zamach wgryzając się w stają ranę rywala i pociągnąłem jego pysk do siebie. Ryknął i natychmiast mnie puścił.
     Oddalił się kilka centymetrów i przyłożył łapę do nowo otwartej rany. Popatrzył na zakrwawioną łapę. Warknął po czym odwrócił się w moją stronę. Cały czas byłem w pozycji bojowej.

     - Ty draniu! Nie daruję ci tego!- znów się rzucił.

     Było to do przewidzenia gdyż nigdy nie uważał na spostrzeżenia i nauki rodziców. Zrobiłem szybki unik.
Zdezorientowany wilk zarył w ziemię. Wstał i skrzywił pysk. Przez chwilę stał bez ruchu lecz zaraz jednak zachwiał się. Spojrzał mi w oczy (z daleka). Zaczął zataczać koła. Zrobiłem to samo.

     - Nareszcie zrobiłeś krok w przód.- oznajmiłem gorzko.

     - Wcześniej rzucałem się tylko dla zabawy.- Warknął

     - Ale mi to zabawa...- Szczeknąłem i wgryzłem się mu w kark.

     Wilk pisnął i próbował sięgnąć mojej szyi. Podniosłem wysoko głowę co sprawiło iż Rubin zawisł w powietrzu trzymany tylko przez mój pysk i swoją skórę. Zaczął wierzgać. Jak najmocniej rzuciłem go ku stojącemu twardo dębowi. Po kilku chwilach szary wilk uderzył w drzewo. Dąb lekko się zachwiał.
     Rubin ciężko wstał z ziemi. Był cały zakrwawiony. Nogi się pod nim uginały. Już leżał na ziemi. Ciężko krzywił pysk. Po chwili zauważyłem iż utyka na jedną nogę. Znów leży.
     Nie przejmując się ledwo żywym wilkiem spojrzałem w niebo. Chmury deszczowe dawno minęły lecz dalej po niebie pływały szare chmurzyska. Zawiał lekki wiatr.
     Po chwili poczułem na swojej szyi ciężki ból. Kątem lewego oka spojrzałem za siebie. Chwycił mnie on... Nie mogłem się uwolnić. Po prostu złapał mnie od tyłu i trzymał mocno i bezlitośnie.
W pewnym momencie zacisnął bardzo mocno swoje szczęki niemal łamiąc mi kości. Zaprzestałem próbom wyrwania si to przecież i tak nic nie da. Z gardła sączyła się szkarłatna krew. Z każdą minutą byłem coraz słabszy. W końcu szary basior puścił mnie na ziemię. Widziałem w zamazaniu.

     - W końcu... A więc jednak uda mi się. Szykuj się na swój koniec!- warknął.

     Nie mogłem się poruszyć lecz zdołałem zobaczyć iż Rubin skierował pysk ku ziemi. Obnażył kły i zamknął oczy. Cicho powiedział 'dariri'. Po chwili otworzył oczy które... świeciły na czerwono! Jego futro nabrało ciemno szarych barw. Stał się większy i nie miał ran.
     Otworzył swój pełen śliny pysk. Miał wielkie kły. Pyskiem zmierzał ku mojej szyi i... zniknął. Dosłownie bez śladu. Spojrzałem dalej. Zauważyłem iż Rubina przewrócił inny wilk.

     - Nero użyj mocy!- usłyszałem znajomy głos jakiejś wilczycy

     Zrobiłem to co Rubin lecz na leżąco. Po chwili wstałem jako cień wilka. Wielki,potężny i niepowtarzalny. Ryknąłem w niebo jak lew na sawannie. Walczące wilki spojrzały na mnie.
     Złoty wilk (widać Lisha) uśmiechnął się i odskoczył od Rubina szczekając 'to wasza walka'. Po chwili szary Rubin Podszedł do mnie. Był o około 40 cm mniejszy ode mnie. Spojrzał mi w oczy a ja jemu. Po chwili oznajmił:

     - Teraz walka była by nie fair. Po bijemy się później.- Powiedział głosem cienia i rozpłynął się w powietrzu.

     Złota wilczyca Przybiegła do mnie. Przystanęła kilka kroków przede mną, a ja zaś poczułem iż postać cienia ustępuje. Ruszyłem szpiczastymi uszami i będąc już w swojej postaci czułem iż upadam. Lisha złapała mnie w ostatniej chwili. Z trudem wstałem.

     -Dzięki-westchnąłem

-----------------
   
miałam dodać jeszcze jak Nero z Lishą znaleźli watahę ale nie. jeszcze w tym tygodniu kolejny rozdział!

poniedziałek, 15 września 2014

Nowa funkcja!


    Uwaga pojawiła się nowa funkcja! Jest to 'muzyka'. teraz można słuchać muzyki pasującej do klimatu tego bloga. Do zobaczenia w następnym rozdziale!


niedziela, 14 września 2014

Rozdział 8: Wilki

8: Wilki

   
      Zacząłem się rozglądać wokoło. Dopiero teraz zauważyłem iż nie jestem na polanie na którą zaprowadził mnie mój drogi i tajemniczy kumpel Uszak. Nie. Znajdowałem się w wielkiej jaskini z malowidłami byków i dzikich koni na ścianach.
     Trzy wilki stały naprzeciw mnie przy wyjściu. Każdy z nich miał wzrok skierowany na mnie. Jeden z nich; szary, ze złotymi łapami,głową i białymi plamami na zadzie podszedł bliżej. Zjeżyłem sierść i obnażyłem zęby. Szaro-złoty samiec stanął. Wyglądał mi na 5 lat.Podniósł pysk wysoko i zaczął warczeć. Po chwili podeszły do niego dwie pozostałe wilczyce. Jedna z nich była złota w białe pręgi, a druga szara w czarne pręgi. Każda z nich miała pewnie z dwa lata. Jasna stała i patrzyła się smutno w wilka. Druga szaro-czarna warknęła do samca:

     - Bakus*, uspokój się!

     - Mówiłem ci że tak będzie!

     - Daj mi to załatwić.- szczeknęła cicho wilczyca

     - Dobrze, ale uważaj.- warknął zrezygnowany wilk zwany Bakusem

     Wilczyca podeszła bliżej mnie. Warknąłem ostrzegawczo. Cofnęła się o krok i już chciała wypowiedzieć jakieś słowo gdy jasna jej przerwała:

     -Tedi?- spytała nieśmiało

     -Tak Khyariin*?- odpowiedziała wilczyca wbijając wzrok w 'Khyariin'. Khyariin podeszła do ciemniejszej koleżanki nazywanej Tedi. Zawahała się. Jednak po chwili młoda wilczyca szepnęła coś na ucho swojej towarzyszce.

     -Świetna myśl.- powiedziała po czym odwróciła łeb w moją stronę. jasna wycofała się do starszego i większego, szarego kolegi. Tedi podeszła do prawego boku jaskini. Obserwowałem ją bardzo uważnie. Zaczęła węszyć z nosem przy ziemi. Powęszyła kilka sekund i podniosła łeb z ziemi. Popatrzyła się na mnie i dwa pozostałe wilki. Bakus skinął głową. Wilczyca przypatrzyła się ziemi i zaczęła kopać. Przestałem szczerzyć zęby i położyłem uszy po sobie. Wilczyca zaś kopała tak długo aż w ziemi jaskini powstała mała dziura. Ponownie wsadziła do niej brudny od ziemi łeb i wyciągnęła...kość. Podeszła do mnie z kością w pysku. Odłożyła dosyć dużą kość przed siebie. Popchnęła kość w moją stronę i powiedziała:

     - Jesteśmy pokojowo nastawieni- powiedziała delikatnie a kość była już przed moją prawą łapą. W jednej chwili nie byłem już wściekły.

     -Same słowo by wystarczyło.- powiedziałem po czym pchnąłem kość pyskiem. Kość stanęła tuż u jej łap. Wilczyca popatrzyła się na kość po czym rzekła:

     -Jak się nazywasz?

     - Ja jestem Nero, a wy?

     -Ja jestem Tadefu, ale mów mi Tedi. To jest mój starszy brat Bakus, a to jest moja młodsza siostra Khyariin. Jesteśmy wilkami ognia. Pewnie nie słyszałeś ze jakiś wilk może mieć moc ponieważ zostało nas tylko kilku. Z tego co wiem tylko nasza trójka ma moc ognia. A ty? Czy ty też masz ,,moc''?- spytała

     -yyy... nie.- skłamałem.

     -Szkoda... Mogłam się tego spodziewać.-Szczeknęła- może szukasz watahy?

     -Tak na prawdę jestem typem wędrowca, ale można spróbować być w watasze no nie?

     -No wiec już jesteś w naszej watasze.- powiedziała po czym wszyscy zaczęliśmy się witać i poszliśmy na polowanie. Pierwszy szedł Bakus, potem ja. Na końcu Tedi i Khyariin. Po kilku minutach truchtania przez las zwietrzyłem woń stadka jeleni.

     - Stop.- szepnąłem

     -O co chodzi, Nero?- spytał Bakus

     - Nie czujesz?

     -Nie.-odpowiedział po czym wilczyce także stwierdziły iż nie czują zapachu zwierzyny.

     -2 kilometry przed nami.- zaciągnąłem zapach wiatru- 2 samice, 1 młode i 1 samiec.

     -To nie możliwe. Mam dobry węch i na pewno bym to wiedziała.- warknęła Tedi.

     -Jeśli mi nie wierzycie możecie tam pójść razem ze mną i zobaczycie że mówię prawde- zasugerowałem

    - Ja chętnie pójdę.- szczeknał Bakus- a wy?

    - No dobrze...- mruknęła Tedi

    -Ja też.- cichutko szczeknęła jasna Khyariin

    Szliśmy dobre 15 minut przez piękny dla oka liściasty las. Ja wyznaczałem kierunek. Reszta truchtała za mną. Wszystko wskazywało na to iż myślą że się mylę. Ufam mojemu nosowi i mam nadzieję że w tej chwili mnie nie zawiedzie.
    Co krok zapach był coraz silniejszy. Czasem zobaczyliśmy jakiś ślad wilczej łapy, ale zero śladów jeleni. Mimo to czułem iż stadko jest blisko. Szedłem za zapachem i doszedłem... na pustą polanę!. Powąchałem, niuchałem, węszyłem, miałem. Zapach pochodził... z pod ziemi!
 
     - To tutaj.- szepnąłem do reszty.

     - Nero, ale tutaj nic nie ma.- szczeknęła Tarefu

     - Jesteś pewna? Powęsz przy ziemi.- szczeknąłem

     Tedi położyła nos przy samej ziemi i zaciągnęła zapach. Jej mina wskazywała na wielkie zdziwienie i jednocześnie szacunek dla mnie.

     - Miałeś rację. Tutaj są zakopane martwe jelenie.- skomlała cicho

     - To nie ja miałem racje. To mój nos.- odpowiedziałem jej. Popatrzyłem na ziemie. Ona także.

     - To kopiemy?- szczeknął Bakus.

     - To chyba jasne.- Powiedziała Tedi.

     Po chwili wszyscy zaczęliśmy kopać. Kopaliśmy długo i ciężko, ale w końcu wydobyliśmy okazałą młodą sarnę. Nie wiedzieliśmy co ją zabiło.
    Chwyciłem ją za łeb. Tedi złapała za przednią nogę. Bakus za tylną.Tylko Khyariin nie wiedziała co ma mocno chwycić w swe szczęki. Zaraz jednak Bakus zrobił jej miejsce a wilczyca złapała drugą tylną nogę sarny. Nim zatargaliśmy młode zwierze do naszej jaskini minęła godzina. Zmęczeni zaczęliśmy jeść. Zjedliśmy cała w pół godziny. Każdy z nas miał pysk od krwi. Wtedy Tarefu zadała pytanie 'ktoś spragniony?'. oczywiście wszyscy powiedzieli tak. I poszliśmy nad mały strumyk. Napiliśmy się i zaczęliśmy się ścigać i gryźć dla zabawy. Najpierw Tarefu ścigała swoją siostrę a gdy już ja złapała uwzięła się na mnie i Bakusa. Później Bakus i Khyariin zaczęli się gryźć i przewracać. Ja i Tedi chlapaliśmy się wodą z małej rzeczki. Po dwóch godzinach dobrej zabawy nadszedł wczesny wieczór. Udaliśmy się do naszej jaskini. Rozmawialiśmy tam i poznawaliśmy się.
     Kiedyś Bakus miał czwórkę nie magicznego rodzeństwa. Zginęli oni gdy pewnego razu do ich nory wparował borsuk. Bakus cudem przeżył nieświadomie używając swych mocy.
     Tarefu natomiast miała normalne dzieciństwo. Bawiła się ze swym starszym o 2 lata bratem, a gdy na świat przyszła (teraz 2 letnia) Khyariin opiekowała się nią.
     Najmłodsza siostra nie miała lekkiego dzieciństwa gdyż rok temu ich rodziców zabiły czarne i bezlitosne pumy. Młode wilki miały szczęście że były wtedy na długim spacerze.
     Bakus miał 5 lat, Tarefu 3, a Khyariin 2 lata.
     W końcu zapadł zmrok. Wszyscy położyliśmy się spać daleko w głębi jaskini. Przez godzinę nie mogłem zasnąć, a gdy już zasnąłem znów mi się to przyśniło...

     Byłem na tej samej polanie co poprzedniej nocy. Nie było żywej duszy. Usłyszałem potężny ryk. Świat jakby zaczął się trząść. Po chwili wszystko minęło. Rozglądałem się na wszystkie strony. Nagle na małe drzewo wzleciał kruk-cień. Kraknął raz i obserwował mnie. To ten sam na którego warczałem wcześniej. Znów zacząłem warczeć. Kruka to nie ruszyło. Kraknął raz i zaczął wpatrywać się w księżyc. Nad księżycem skoczył królik-cień. Usłyszałem głos mówiący 'już czas wzbudzić w sobie cień...' 

     Obudziłem się nagle był środek nocy. Wszyscy już spali. Księżyc świecił jaśniej niż zwykle i na złoto. Coś mnie do niego ciągnęło. To nie ta siła która zmusza wilki do wycia to coś innego... To coś całkiem innego... Ruszyłem przed siebie jak zahipnotyzowany. Po około dziesięciu minutach dotarłem do małej polanki z której wykopaliśmy jedzenie. Siła we mnie wciąż rosła... Stanąłem i opuściłem głowę w duł. Po dwóch minutach próby zapanowania nad sobą dałem sobą zawładnąć... Me oczy zaświeciły na czerwono a same futro zmieniło kolor na czarny i parowało. Poczułem żądzę krwi...
***
     Gdy ponownie się obudziłem znajdowałem się w kompletnie innym miejscu. Miałem zakrwawiony pysk i ranę na oku. Widocznie miała jakieś sześć godzin. Kilka metrów ode mnie leżał nieżywy i rozszarpany wilk. Na szczęście nie był on mi znajomy.
-----------------
słowniczek:
* Czytaj Bakus (nie bakuś)
* Khyariin czytaj Kajrin
Nero

Bakus

Tarefu (Tedi)
Khyariin

piątek, 5 września 2014

Rozdział 7: Tajemnica tajemniczych istot...


     Obudziło mnie światło słoneczne. Wstałem i ziewnąłem. Uszaka nie było. Wyszedłem na zewnątrz. Zając leżał obok jaskini i opalał się. Gdy zobaczył mnie zerwał się na równe nogi i pokicał za mną. Szedłem przez zielony las wraz z młodym zającem kicającym u mego boku.
    Byłem głodny. Szybko wyniuchałem jakąś padlinę. Po kilku minutach podążania za tropem zapachu udało mi się odnaleźć zagryzionego bażanta. Ten kto zabił ptaka musiał być wilkiem. Świadczyły na to nie zbite dowody typu rozszarpana noga i ślady zębów na szyi i skrzydle. Zwierze padło w męczarniach.
    Ogarnął mnie niepokój, ale równocześnie złość. Miałem ochotę zagryźć tego kto w tak okrutny sposób upolował niewinnego ptaka. Było dla mnie jasne że ów winowajca nie ma dobrych zamiarów. Zirytowany zacząłem cicho warczeć.
     Po chwili westchnąłem i z małym uśmieszkiem pokręciłem głową. Podszedłem do bażanta i wziąłem się za ucztowanie.
     Wiedziałem że gdy tajemniczy wilk zjawi się tutaj i zastanie mnie jedzącego jego zdobycz będą nie małe kłopoty, ale nie martwiłem się tym. Miałem u swego boku prawdziwą magię i to powinno wystarczyć aby przekonać tamtego wilka do odwrotu jeśli się on kiedykolwiek tu zjawi. Lecz gdy przyjdzie tutaj a mnie i padliny tu nie będzie- koleś ma pecha ;)
     Oblizałem pysk. Po chwili krwisty pysk znów stał się orzechowo-brązowy. Spojrzałam na kolegę, zająca. Uszak leżał w trawie i najwyraźniej czekał na mnie. Podszedłem do niego. Królik wstał i pokicał w ścieżkę leśną obok. Po kilku metrach zatrzymał się. Jego wzrok mówił 'Chodź za mną'. Po chwili truchtałem przy nim. Truchtaliśmy jakieś dziesięć minut. Uszak skierował się w las zwalniając do zwykłego zajęczego chodu. Również zwolniłem i poszedłem za nim. Szliśmy przez las. Robiło się coraz więcej krzaków. Po kilku minutach przedzierania się przez krzaki wyszliśmy na małą, piękną polankę pełną zielonej, młodej trawy.            Uszak zatrzymał się na samym środku i usiadł. Podszedłem do niego i zatrzymałem się na przeciwko młodego,rudego zająca.
      Teraz jego oczy zaświeciły czystym, jasnym fioletem. Zakręciło się mi w głowie... Czułem jak oczy zamykają mi się same choć ich o to nie prosiłem... Czułem jak upadam... W mych oczach zaczęła stopniowo pojawiać się ciemność... W mej głowie kręcił się ten jeden czarny obraz...


      Sen, ciemny i ponury sen... Byłem w ciemnym i strasznym lesie. Księżyc świecił w pełni. Szedłem wąską ścieżką. Drzewa już dawno nie miały liści. Czasem na gałązce usiadł kruk i krakał zło-wrogo patrząc się na mnie. Wystarczyło to by mnie delikatnie spłoszyć. Świerszcze grały swą melodię lecz nie tak jak zawsze-miło teraz grały jakby z pogardą i równocześnie złością. Sowy również nie były zadowolone z mojej obecności. Huczały tylko kilka razy gdy mnie zobaczyły;  kilka ironicznych huknięć i już ich nie było. Odlatywały jako straszne cienie szwendające się po słabo oświetlanym tylko przez księżyc niebie...
     Wędrowałem już około dziesięć minut. Z każdym krokiem zwierzęta ulatniały się, a wkrótce na ich miejsce pojawiła się podejrzana cisza... Po kilku krokach wszystkie większe drzewa jakby zapadły się pod ziemie... Oczywiście las się skończył... Zostały tylko drobne drzewka i krzewy. 
     Na jedno z małych i pustych od liści drzew usiadł cień, który po woli zamieniał się w kruka. Koszmarny kruk spojrzał na mnie i zakrakał pełnym złości głosem. Warknąłem w odpowiedzi. Ptak najwyraźniej zdziwiony odleciał i znów zamienił się w cienia. Za chwilę zdecydowałem znów iść dalej.     Po kilku minutach spojrzałem w księżyc. Na moich oczach on z ledwo świecącej piłki stał się jasną kula. Po chwili ujrzałem cień zająca. Zając skakał przecinając księżyc. Obserwowałem jego skok. Czekałem aż wyląduje. Cień wylądował pod małym drzewem. Zając podchodził do mnie stopniowo zamieniając się w czarnego królika o czerwonych oczach. Zacząłem warczeć. Zając stanął.

     -Nie poznajesz mnie?- usłyszałem głos
   
     -Nie znam czarnych zajęcy.- warknąłem. 

     Czarnuch usiadł, a jego kolor zaczął zmieniać się z czarnego na jasno rudy. Jego czarne oczy także nie miały już czerwonego koloru-były fioletowe. A wiec to on? To Uszak? Ale jak to możliwe? Ach... już wiem przecież to tylko sen... a może i nie??
     
     - Czy już poznajesz? 

     - Taak... ale jak ty to do cholery zrobiłeś?!- W moim głosie ewidentnie dominowało zdziwienie.

     - Już ci wszystko opowiadam... Wszystko zaczęło się tysiące lat temu... Wtedy panowały tajemnicze i potężne stwory zwane smokami. Każdy z nich władał tajemniczą mocą co sprawiało że każdy kto nie był jednym ze smoków musiał się gdzieś ukryć. Pewnego dnia z nieba zaszła zagła-

     -ale co to ma wspólnego z tym co zrobiłeś??-przerwałem

     -Nie przerywaj mi a się dowiesz... No więc na czym skończyłem?- Uszak zastanowił się przez chwilę i oznajmił- Aha już wiem... Pewnego dnia z nieba nadeszła zagłada. Miliony małych meteorytów celowało w latające potwory. O dziwo żaden z nich nie uderzył a raczej 'nie zabił' żadnego z dotychczasowych zwierząt. Kilka dni po końcu ery smoków każdy ssak zaczął czuć w sobie siłę i potęgę mocy smoków... W każdym z nich była iskra smoczej energii. Jeśli zwierze uznawało smoki za istoty które mają prawo żyć w naszym świecie iskra ta zamieniała się w moc. Jeśli zaś zwierze nienawidziło ich i gardziło nimi- iskra umierała... Tak więc moc miało tylko kilka wilków, z dwa jelenie i jeden lis... i ja. Moc jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, ale można ją zdobyć także zabijając magicznego osobnika... Ty odziedziczyłeś swą moc po ojcu. Twoją mocą jest magia cienia. Nie muszę ci tłumaczyć, prawda? Moją mocą jest magia kryształu. Nie jest to zbyt mocna moc, ale twoja... Twoja moc jest niepowtarzalna... Najsilniejsza z najsilniejszych. Pamiętaj że musisz się pilnować gdyż twój brat z chęcią ci ją odbierze...- Powiedział a tuż po tym ja poczułem w sobie tą moc lecz dręczyło mnie pewne pytanie...

     - Mówiłeś że moc dostało kilka wilków, dwa jelenie lis i ty. Skoro oni dostali to wtedy to jakim cudem powiedziałeś że dostałeś moc a nie odziedziczyłeś?

     -Myślałem że zadasz te pytanie o wiele później ale skoro chcesz wiedzieć... Jestem duchem kolego.- powiedział .
     Zrobiłem niepewny krok w tył. Uszak zauważył to.

     - Nie bój się...-wyszeptał i wyparował.

     Księżyc znów przestał mocno świecić, wrócił do dawnego stanu. Na małe drzewa przyleciało duże stadko kruków-cieni a każdy z nich miał oczy świecące na czerwono. Ptaki zaczęły krakać na mnie głośno i oskarżycielsko. 

     Obudziłem się. Było późne popołudnie. Szybko zerwałem się z ziemi. Wokół mnie stała grupa wilków. Patrzyli się na mnie jak na idiotę...

-------------------------------------------------------

no nie miałam czasu by sie  z tym wyrobić gdzieś tak do środy, niestety ;(
w najbliższym czasie powstanie nowa zakładka. Bądźcie czujni!

jeśli chcecie możecie mi podsyłać pomysły w komentarzach :) Pewnie nie wszystkie zrealizuję bo być może mogę wynaleźć z mojej głowy coś lepszego, ale za wszystkie dziękuję :)