piątek, 5 września 2014

Rozdział 7: Tajemnica tajemniczych istot...


     Obudziło mnie światło słoneczne. Wstałem i ziewnąłem. Uszaka nie było. Wyszedłem na zewnątrz. Zając leżał obok jaskini i opalał się. Gdy zobaczył mnie zerwał się na równe nogi i pokicał za mną. Szedłem przez zielony las wraz z młodym zającem kicającym u mego boku.
    Byłem głodny. Szybko wyniuchałem jakąś padlinę. Po kilku minutach podążania za tropem zapachu udało mi się odnaleźć zagryzionego bażanta. Ten kto zabił ptaka musiał być wilkiem. Świadczyły na to nie zbite dowody typu rozszarpana noga i ślady zębów na szyi i skrzydle. Zwierze padło w męczarniach.
    Ogarnął mnie niepokój, ale równocześnie złość. Miałem ochotę zagryźć tego kto w tak okrutny sposób upolował niewinnego ptaka. Było dla mnie jasne że ów winowajca nie ma dobrych zamiarów. Zirytowany zacząłem cicho warczeć.
     Po chwili westchnąłem i z małym uśmieszkiem pokręciłem głową. Podszedłem do bażanta i wziąłem się za ucztowanie.
     Wiedziałem że gdy tajemniczy wilk zjawi się tutaj i zastanie mnie jedzącego jego zdobycz będą nie małe kłopoty, ale nie martwiłem się tym. Miałem u swego boku prawdziwą magię i to powinno wystarczyć aby przekonać tamtego wilka do odwrotu jeśli się on kiedykolwiek tu zjawi. Lecz gdy przyjdzie tutaj a mnie i padliny tu nie będzie- koleś ma pecha ;)
     Oblizałem pysk. Po chwili krwisty pysk znów stał się orzechowo-brązowy. Spojrzałam na kolegę, zająca. Uszak leżał w trawie i najwyraźniej czekał na mnie. Podszedłem do niego. Królik wstał i pokicał w ścieżkę leśną obok. Po kilku metrach zatrzymał się. Jego wzrok mówił 'Chodź za mną'. Po chwili truchtałem przy nim. Truchtaliśmy jakieś dziesięć minut. Uszak skierował się w las zwalniając do zwykłego zajęczego chodu. Również zwolniłem i poszedłem za nim. Szliśmy przez las. Robiło się coraz więcej krzaków. Po kilku minutach przedzierania się przez krzaki wyszliśmy na małą, piękną polankę pełną zielonej, młodej trawy.            Uszak zatrzymał się na samym środku i usiadł. Podszedłem do niego i zatrzymałem się na przeciwko młodego,rudego zająca.
      Teraz jego oczy zaświeciły czystym, jasnym fioletem. Zakręciło się mi w głowie... Czułem jak oczy zamykają mi się same choć ich o to nie prosiłem... Czułem jak upadam... W mych oczach zaczęła stopniowo pojawiać się ciemność... W mej głowie kręcił się ten jeden czarny obraz...


      Sen, ciemny i ponury sen... Byłem w ciemnym i strasznym lesie. Księżyc świecił w pełni. Szedłem wąską ścieżką. Drzewa już dawno nie miały liści. Czasem na gałązce usiadł kruk i krakał zło-wrogo patrząc się na mnie. Wystarczyło to by mnie delikatnie spłoszyć. Świerszcze grały swą melodię lecz nie tak jak zawsze-miło teraz grały jakby z pogardą i równocześnie złością. Sowy również nie były zadowolone z mojej obecności. Huczały tylko kilka razy gdy mnie zobaczyły;  kilka ironicznych huknięć i już ich nie było. Odlatywały jako straszne cienie szwendające się po słabo oświetlanym tylko przez księżyc niebie...
     Wędrowałem już około dziesięć minut. Z każdym krokiem zwierzęta ulatniały się, a wkrótce na ich miejsce pojawiła się podejrzana cisza... Po kilku krokach wszystkie większe drzewa jakby zapadły się pod ziemie... Oczywiście las się skończył... Zostały tylko drobne drzewka i krzewy. 
     Na jedno z małych i pustych od liści drzew usiadł cień, który po woli zamieniał się w kruka. Koszmarny kruk spojrzał na mnie i zakrakał pełnym złości głosem. Warknąłem w odpowiedzi. Ptak najwyraźniej zdziwiony odleciał i znów zamienił się w cienia. Za chwilę zdecydowałem znów iść dalej.     Po kilku minutach spojrzałem w księżyc. Na moich oczach on z ledwo świecącej piłki stał się jasną kula. Po chwili ujrzałem cień zająca. Zając skakał przecinając księżyc. Obserwowałem jego skok. Czekałem aż wyląduje. Cień wylądował pod małym drzewem. Zając podchodził do mnie stopniowo zamieniając się w czarnego królika o czerwonych oczach. Zacząłem warczeć. Zając stanął.

     -Nie poznajesz mnie?- usłyszałem głos
   
     -Nie znam czarnych zajęcy.- warknąłem. 

     Czarnuch usiadł, a jego kolor zaczął zmieniać się z czarnego na jasno rudy. Jego czarne oczy także nie miały już czerwonego koloru-były fioletowe. A wiec to on? To Uszak? Ale jak to możliwe? Ach... już wiem przecież to tylko sen... a może i nie??
     
     - Czy już poznajesz? 

     - Taak... ale jak ty to do cholery zrobiłeś?!- W moim głosie ewidentnie dominowało zdziwienie.

     - Już ci wszystko opowiadam... Wszystko zaczęło się tysiące lat temu... Wtedy panowały tajemnicze i potężne stwory zwane smokami. Każdy z nich władał tajemniczą mocą co sprawiało że każdy kto nie był jednym ze smoków musiał się gdzieś ukryć. Pewnego dnia z nieba zaszła zagła-

     -ale co to ma wspólnego z tym co zrobiłeś??-przerwałem

     -Nie przerywaj mi a się dowiesz... No więc na czym skończyłem?- Uszak zastanowił się przez chwilę i oznajmił- Aha już wiem... Pewnego dnia z nieba nadeszła zagłada. Miliony małych meteorytów celowało w latające potwory. O dziwo żaden z nich nie uderzył a raczej 'nie zabił' żadnego z dotychczasowych zwierząt. Kilka dni po końcu ery smoków każdy ssak zaczął czuć w sobie siłę i potęgę mocy smoków... W każdym z nich była iskra smoczej energii. Jeśli zwierze uznawało smoki za istoty które mają prawo żyć w naszym świecie iskra ta zamieniała się w moc. Jeśli zaś zwierze nienawidziło ich i gardziło nimi- iskra umierała... Tak więc moc miało tylko kilka wilków, z dwa jelenie i jeden lis... i ja. Moc jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, ale można ją zdobyć także zabijając magicznego osobnika... Ty odziedziczyłeś swą moc po ojcu. Twoją mocą jest magia cienia. Nie muszę ci tłumaczyć, prawda? Moją mocą jest magia kryształu. Nie jest to zbyt mocna moc, ale twoja... Twoja moc jest niepowtarzalna... Najsilniejsza z najsilniejszych. Pamiętaj że musisz się pilnować gdyż twój brat z chęcią ci ją odbierze...- Powiedział a tuż po tym ja poczułem w sobie tą moc lecz dręczyło mnie pewne pytanie...

     - Mówiłeś że moc dostało kilka wilków, dwa jelenie lis i ty. Skoro oni dostali to wtedy to jakim cudem powiedziałeś że dostałeś moc a nie odziedziczyłeś?

     -Myślałem że zadasz te pytanie o wiele później ale skoro chcesz wiedzieć... Jestem duchem kolego.- powiedział .
     Zrobiłem niepewny krok w tył. Uszak zauważył to.

     - Nie bój się...-wyszeptał i wyparował.

     Księżyc znów przestał mocno świecić, wrócił do dawnego stanu. Na małe drzewa przyleciało duże stadko kruków-cieni a każdy z nich miał oczy świecące na czerwono. Ptaki zaczęły krakać na mnie głośno i oskarżycielsko. 

     Obudziłem się. Było późne popołudnie. Szybko zerwałem się z ziemi. Wokół mnie stała grupa wilków. Patrzyli się na mnie jak na idiotę...

-------------------------------------------------------

no nie miałam czasu by sie  z tym wyrobić gdzieś tak do środy, niestety ;(
w najbliższym czasie powstanie nowa zakładka. Bądźcie czujni!

jeśli chcecie możecie mi podsyłać pomysły w komentarzach :) Pewnie nie wszystkie zrealizuję bo być może mogę wynaleźć z mojej głowy coś lepszego, ale za wszystkie dziękuję :)


2 komentarze:

  1. Mam pomysł na cel Nera, potem okaże się że ostatni smok w jakiś sposób przetrwał i chce zawładnąć nad światem ( wiem, takie typowy cell, wymyśl lepiej coś innego z tym smokiem, jak już), a Nero jako że ma najsilniejszą moc musi go pokonać i tak ową moc opanować, a uszak może go uczyć.
    Wiem kiepski pomysł, nie obrażę się jak go nie wykorzystasz, a na czym polega moc królika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie coś tak myślałam żeby osadzić smoka, ale najpierw trzeba zabić Rubina (który zabijając ojca Nera posiadł jego moc) ;)
      co do pytania:
      Uszak może kontrolować wilki dając im na kilka chwil wielką moc (tak jak w rozdziale 6). może także posiąść (na kilka chwil) moc innego osobnika tak jak było tu, ale to nie wszystko może także zmienić się w wilka z kryształu (np. diamentu) i zamieniać różne żyjątka w np. diament, ametyst. Potrafi rozmawiać z kryształami i ma tzw. 'furię' (tak jak w rozdziale 6) :)

      Usuń