Zacząłem się rozglądać wokoło. Dopiero teraz zauważyłem iż nie jestem na polanie na którą zaprowadził mnie mój drogi i tajemniczy kumpel Uszak. Nie. Znajdowałem się w wielkiej jaskini z malowidłami byków i dzikich koni na ścianach.
Trzy wilki stały naprzeciw mnie przy wyjściu. Każdy z nich miał wzrok skierowany na mnie. Jeden z nich; szary, ze złotymi łapami,głową i białymi plamami na zadzie podszedł bliżej. Zjeżyłem sierść i obnażyłem zęby. Szaro-złoty samiec stanął. Wyglądał mi na 5 lat.Podniósł pysk wysoko i zaczął warczeć. Po chwili podeszły do niego dwie pozostałe wilczyce. Jedna z nich była złota w białe pręgi, a druga szara w czarne pręgi. Każda z nich miała pewnie z dwa lata. Jasna stała i patrzyła się smutno w wilka. Druga szaro-czarna warknęła do samca:
- Bakus*, uspokój się!
- Mówiłem ci że tak będzie!
- Daj mi to załatwić.- szczeknęła cicho wilczyca
- Dobrze, ale uważaj.- warknął zrezygnowany wilk zwany Bakusem
Wilczyca podeszła bliżej mnie. Warknąłem ostrzegawczo. Cofnęła się o krok i już chciała wypowiedzieć jakieś słowo gdy jasna jej przerwała:
-Tedi?- spytała nieśmiało
-Tak Khyariin*?- odpowiedziała wilczyca wbijając wzrok w 'Khyariin'. Khyariin podeszła do ciemniejszej koleżanki nazywanej Tedi. Zawahała się. Jednak po chwili młoda wilczyca szepnęła coś na ucho swojej towarzyszce.
-Świetna myśl.- powiedziała po czym odwróciła łeb w moją stronę. jasna wycofała się do starszego i większego, szarego kolegi. Tedi podeszła do prawego boku jaskini. Obserwowałem ją bardzo uważnie. Zaczęła węszyć z nosem przy ziemi. Powęszyła kilka sekund i podniosła łeb z ziemi. Popatrzyła się na mnie i dwa pozostałe wilki. Bakus skinął głową. Wilczyca przypatrzyła się ziemi i zaczęła kopać. Przestałem szczerzyć zęby i położyłem uszy po sobie. Wilczyca zaś kopała tak długo aż w ziemi jaskini powstała mała dziura. Ponownie wsadziła do niej brudny od ziemi łeb i wyciągnęła...kość. Podeszła do mnie z kością w pysku. Odłożyła dosyć dużą kość przed siebie. Popchnęła kość w moją stronę i powiedziała:
- Jesteśmy pokojowo nastawieni- powiedziała delikatnie a kość była już przed moją prawą łapą. W jednej chwili nie byłem już wściekły.
-Same słowo by wystarczyło.- powiedziałem po czym pchnąłem kość pyskiem. Kość stanęła tuż u jej łap. Wilczyca popatrzyła się na kość po czym rzekła:
-Jak się nazywasz?
-Tedi?- spytała nieśmiało
-Tak Khyariin*?- odpowiedziała wilczyca wbijając wzrok w 'Khyariin'. Khyariin podeszła do ciemniejszej koleżanki nazywanej Tedi. Zawahała się. Jednak po chwili młoda wilczyca szepnęła coś na ucho swojej towarzyszce.
-Świetna myśl.- powiedziała po czym odwróciła łeb w moją stronę. jasna wycofała się do starszego i większego, szarego kolegi. Tedi podeszła do prawego boku jaskini. Obserwowałem ją bardzo uważnie. Zaczęła węszyć z nosem przy ziemi. Powęszyła kilka sekund i podniosła łeb z ziemi. Popatrzyła się na mnie i dwa pozostałe wilki. Bakus skinął głową. Wilczyca przypatrzyła się ziemi i zaczęła kopać. Przestałem szczerzyć zęby i położyłem uszy po sobie. Wilczyca zaś kopała tak długo aż w ziemi jaskini powstała mała dziura. Ponownie wsadziła do niej brudny od ziemi łeb i wyciągnęła...kość. Podeszła do mnie z kością w pysku. Odłożyła dosyć dużą kość przed siebie. Popchnęła kość w moją stronę i powiedziała:
- Jesteśmy pokojowo nastawieni- powiedziała delikatnie a kość była już przed moją prawą łapą. W jednej chwili nie byłem już wściekły.
-Same słowo by wystarczyło.- powiedziałem po czym pchnąłem kość pyskiem. Kość stanęła tuż u jej łap. Wilczyca popatrzyła się na kość po czym rzekła:
-Jak się nazywasz?
- Ja jestem Nero, a wy?
-Ja jestem Tadefu, ale mów mi Tedi. To jest mój starszy brat Bakus, a to jest moja młodsza siostra Khyariin. Jesteśmy wilkami ognia. Pewnie nie słyszałeś ze jakiś wilk może mieć moc ponieważ zostało nas tylko kilku. Z tego co wiem tylko nasza trójka ma moc ognia. A ty? Czy ty też masz ,,moc''?- spytała
-yyy... nie.- skłamałem.
-Szkoda... Mogłam się tego spodziewać.-Szczeknęła- może szukasz watahy?
-Tak na prawdę jestem typem wędrowca, ale można spróbować być w watasze no nie?
-No wiec już jesteś w naszej watasze.- powiedziała po czym wszyscy zaczęliśmy się witać i poszliśmy na polowanie. Pierwszy szedł Bakus, potem ja. Na końcu Tedi i Khyariin. Po kilku minutach truchtania przez las zwietrzyłem woń stadka jeleni.
- Stop.- szepnąłem
-O co chodzi, Nero?- spytał Bakus
- Nie czujesz?
-Nie.-odpowiedział po czym wilczyce także stwierdziły iż nie czują zapachu zwierzyny.
-2 kilometry przed nami.- zaciągnąłem zapach wiatru- 2 samice, 1 młode i 1 samiec.
-To nie możliwe. Mam dobry węch i na pewno bym to wiedziała.- warknęła Tedi.
-Jeśli mi nie wierzycie możecie tam pójść razem ze mną i zobaczycie że mówię prawde- zasugerowałem
- Ja chętnie pójdę.- szczeknał Bakus- a wy?
- No dobrze...- mruknęła Tedi
-Ja też.- cichutko szczeknęła jasna Khyariin
Szliśmy dobre 15 minut przez piękny dla oka liściasty las. Ja wyznaczałem kierunek. Reszta truchtała za mną. Wszystko wskazywało na to iż myślą że się mylę. Ufam mojemu nosowi i mam nadzieję że w tej chwili mnie nie zawiedzie.
Co krok zapach był coraz silniejszy. Czasem zobaczyliśmy jakiś ślad wilczej łapy, ale zero śladów jeleni. Mimo to czułem iż stadko jest blisko. Szedłem za zapachem i doszedłem... na pustą polanę!. Powąchałem, niuchałem, węszyłem, miałem. Zapach pochodził... z pod ziemi!
- To tutaj.- szepnąłem do reszty.
- Nero, ale tutaj nic nie ma.- szczeknęła Tarefu
- Jesteś pewna? Powęsz przy ziemi.- szczeknąłem
Tedi położyła nos przy samej ziemi i zaciągnęła zapach. Jej mina wskazywała na wielkie zdziwienie i jednocześnie szacunek dla mnie.
- Miałeś rację. Tutaj są zakopane martwe jelenie.- skomlała cicho
- To nie ja miałem racje. To mój nos.- odpowiedziałem jej. Popatrzyłem na ziemie. Ona także.
- To kopiemy?- szczeknął Bakus.
- To chyba jasne.- Powiedziała Tedi.
Po chwili wszyscy zaczęliśmy kopać. Kopaliśmy długo i ciężko, ale w końcu wydobyliśmy okazałą młodą sarnę. Nie wiedzieliśmy co ją zabiło.
Chwyciłem ją za łeb. Tedi złapała za przednią nogę. Bakus za tylną.Tylko Khyariin nie wiedziała co ma mocno chwycić w swe szczęki. Zaraz jednak Bakus zrobił jej miejsce a wilczyca złapała drugą tylną nogę sarny. Nim zatargaliśmy młode zwierze do naszej jaskini minęła godzina. Zmęczeni zaczęliśmy jeść. Zjedliśmy cała w pół godziny. Każdy z nas miał pysk od krwi. Wtedy Tarefu zadała pytanie 'ktoś spragniony?'. oczywiście wszyscy powiedzieli tak. I poszliśmy nad mały strumyk. Napiliśmy się i zaczęliśmy się ścigać i gryźć dla zabawy. Najpierw Tarefu ścigała swoją siostrę a gdy już ja złapała uwzięła się na mnie i Bakusa. Później Bakus i Khyariin zaczęli się gryźć i przewracać. Ja i Tedi chlapaliśmy się wodą z małej rzeczki. Po dwóch godzinach dobrej zabawy nadszedł wczesny wieczór. Udaliśmy się do naszej jaskini. Rozmawialiśmy tam i poznawaliśmy się.
Kiedyś Bakus miał czwórkę nie magicznego rodzeństwa. Zginęli oni gdy pewnego razu do ich nory wparował borsuk. Bakus cudem przeżył nieświadomie używając swych mocy.
Tarefu natomiast miała normalne dzieciństwo. Bawiła się ze swym starszym o 2 lata bratem, a gdy na świat przyszła (teraz 2 letnia) Khyariin opiekowała się nią.
Najmłodsza siostra nie miała lekkiego dzieciństwa gdyż rok temu ich rodziców zabiły czarne i bezlitosne pumy. Młode wilki miały szczęście że były wtedy na długim spacerze.
Bakus miał 5 lat, Tarefu 3, a Khyariin 2 lata.
W końcu zapadł zmrok. Wszyscy położyliśmy się spać daleko w głębi jaskini. Przez godzinę nie mogłem zasnąć, a gdy już zasnąłem znów mi się to przyśniło...
Byłem na tej samej polanie co poprzedniej nocy. Nie było żywej duszy. Usłyszałem potężny ryk. Świat jakby zaczął się trząść. Po chwili wszystko minęło. Rozglądałem się na wszystkie strony. Nagle na małe drzewo wzleciał kruk-cień. Kraknął raz i obserwował mnie. To ten sam na którego warczałem wcześniej. Znów zacząłem warczeć. Kruka to nie ruszyło. Kraknął raz i zaczął wpatrywać się w księżyc. Nad księżycem skoczył królik-cień. Usłyszałem głos mówiący 'już czas wzbudzić w sobie cień...'
Obudziłem się nagle był środek nocy. Wszyscy już spali. Księżyc świecił jaśniej niż zwykle i na złoto. Coś mnie do niego ciągnęło. To nie ta siła która zmusza wilki do wycia to coś innego... To coś całkiem innego... Ruszyłem przed siebie jak zahipnotyzowany. Po około dziesięciu minutach dotarłem do małej polanki z której wykopaliśmy jedzenie. Siła we mnie wciąż rosła... Stanąłem i opuściłem głowę w duł. Po dwóch minutach próby zapanowania nad sobą dałem sobą zawładnąć... Me oczy zaświeciły na czerwono a same futro zmieniło kolor na czarny i parowało. Poczułem żądzę krwi...
***
Gdy ponownie się obudziłem znajdowałem się w kompletnie innym miejscu. Miałem zakrwawiony pysk i ranę na oku. Widocznie miała jakieś sześć godzin. Kilka metrów ode mnie leżał nieżywy i rozszarpany wilk. Na szczęście nie był on mi znajomy.
-----------------
słowniczek:

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
"Czytaj Bakus, nie bakuś." Domyśliłabym się że nie chodzi o ten serek...
OdpowiedzUsuńGdzie znalazłaś rysunki wilków, są w dokładnie takich samych pozycjach!
są z gry wolfplaygame.com
UsuńDomyślałam się że z jakiejś tego typu strony.
UsuńMoje pupilki ;) <3
Usuń