Minęły dwie godziny odkąd wyruszyłem z lasu. Po następnych piętnastu minutach zwolniłem do wolniejszego biegu, potem do truchtu a na końcu do chodu. Zaczęło świtać. Przeszedłem wolnym krokiem setny kilometr pustyni. Co jak co, ale lato na pustyni jest gorsze niż lato w Starym Lesie gdzie jedynym jeziorem jest Jezioro Serca a o kałuże z wodą jest ciężko gdy nie pada więcej niż 5 dni.
Łapa za łapą, oddech za oddechem, upał za upałem. Powoli miałem tego dosyć. Zwolniłem kroku. Przystanąłem i popatrzyłem się w bezchmurne i błękitne niebo. Na niebie zaczęły pojawiać się małe chmurki i układać się w napis ''Nie poddawaj się!''. Przyśpieszyłem do wilczego galopu. Praktycznie nie czułem zmęczenia. No... tylko trochę. Biegłem prosto,solidnie i na nowych siłach. Po kilku minutach biegu stanąłem by poczuć na sobie ciepły i lekki wiatr towarzyszący mi w podróży. wziąłem głęboki oddech łapiąc małą i zanikającą z każdym metrem woń Starego Lasu. Wiatr przypomniał mi o tym specjalnie. Przypomniał mi o watasze. O rodzicach, Lisha'y i o Rubinie...
Szybko wyparłem myśli o nich i oddałem się ponownemu biegu. Biegłem z wolnością krok w krok. Czasem potykając się o piasek biegłem dalej bardziej szczęśliwy niż wkurzony. Biegłem jak oszalały, ale wesoły i pogodny. W tym transie biegłem aż do piętnastej. Teraz nękał mnie głód i mocno spowalniało pragnienie. Szedłem przed siebie do wieczora. Wyłem kilka razy z głodu, ale szedłem. Księżyc wznosił się już na horyzoncie. Szedłem przed siebie. Po chwili ujrzałem pół ściany z jakiegoś kamiennego domku. Poszedłem dalej-kolejna ruina. Dalej była następna, a za nią ujrzałem wilczycę koloru białego z czerwonymi oczami. Miała ona prawe ucho koloru rudego. Podszedłem bliżej. Wilczyca miała pokojowe zamiary gdyż wesoło zapytała:
- Co tutaj robisz?
-Ee... chce prze-
-Ha ha! śmieszny jesteś! już cię lubię.-przerwała. Jej zachowanie było dziwne...
-Ale...
-Ale chodź za mną.- poprosiła- Moja wataha z chęcią da ci pożywienie i picie.- dodała
-No dobra...
Szliśmy przez ruiny. Piasek powoli stawał się ciemniejszy i bardziej dostosowany do chodzenia po nim. Weszliśmy na mniejsze wzgórze. Na drugim dole wzniesienia moim oczom ukazał się białe wilki ustawione w krąg. Każdy z białych wilków miał jakąś małą rudą łatę. Na środku kręgu leżał dobrze ułożony ciemniejszy piasek. Podeszliśmy bliżej. Wilki nie zareagowały. Po chwili kupka piasku wstała. Wszystkie wilki oddały pokłon. Moim oczom ujawnił się wilk piaskowego koloru o złoto-brązowym pręgowaniu. Jego pysk był zaś jasno kremowy. Miał długie, okazałe futro. Oczy jego dudniły złotem. Wyglądał jak tygrys. Podszedł do mnie. Wilczyca oddała skromny ukłon po czym szepnęła mu coś na ucho. Wilk uśmiechnął się i kazał młodej około dwuletniej wilczycy dołączyć do kręgu. Po chwili piaskowy wilk powiedział do mnie:
-Chodź najesz się.- poszedłem za nim. Wilk poszedł kilka metrów za krąg i skierował wzrok na małą palmę. Podszedł do niej i wykopał obok niej jakiegoś zdechłego ptaka. Wziął go w pysk i szedł ku mnie. Puścił go i powiedział:
-To bocian. Nasi najlepsi skoczkowie zagryźli go tej wiosny gdy jego stado wracało z ciepłych krajów. Gdy skończysz jeść daj znać któremuś z nas a on z chęcią zaprowadzi cię do naszej oazy.-powiedział spokojnie i zawył. Na te komendę wszystkie wilki położyły się obok siebie i zasnęły. Księżyc świecił jasno gdy oblizywałem ostatnie kości nieżywego ptaka. Najedzony spojrzałem w niebo. Po kilku sekundach gwiazdy na niebie ułożyły się w napis 'uciekaj!'. Zerwałem się na równe nogi. Poszedłem na palcach w kierunku otwartej pustyni. Przeszedłem ledwie dwa metry gdy usłyszałem za sobą głos rozwścieczonego wilka pustyni:
-Gdzie się wybierasz?!- Powiedział groźnie. Inaczej niż wtedy.
-Nig- nie dokończyłem gdyż się na mnie rzucił. Podstępnie złapał mnie za szyję. Nie mogłem wydusić z siebie ani słowa. Szybko jednak udało mi się chwycić jego ucho. Złocisty wilk zacisnął szczęki. Ja zrobiłem to samo i z całej siły pociągnąłem mocne i ciemne ucho. Wilk natychmiast puścił mnie i zaczął warczeć:
-Będziesz smakowitym obiadem dla mojej watahy-zaczęliśmy zataczać wokół siebie koła- Już czuję jak smakujesz i dodajesz nam wszystkim siły!- Skoczyłem mu na grzbiet i wbiłem kły w jego grzbiet. Pisnął z bólu. Zaczął wierzgać. Puściłem, jednak moja szybkość wzrosła i złapałem opryszka mocno za szyję. Moje pazury także robiły swoje i mocno wpiły się wilkowi pustyni w jego piaskowe pręgowane futro a potem w skórę i żebra. Po kilku minutach puściłem ledwo żywego na piach.
-Sam się prosiłeś.
-He... he... na twoje miejsce przyjdzie drugi i trzeci i czwarty... Za nie długo się najemy... najemy się... na pewno się najemy!... tak!... a później przyjdą kolejni...
Wziąłem go za skórę na grzbiecie. Ciągnąłem go przez pięć kilometrów w głąb pustyni. Zostawiłem go na samym środku. Ruszyłem dalej. Miałem nadzieję że do rana zdechnie a to czego oni chcieli i pewnie to robili już dawno ustanie. Z bardzo daleka słyszałem jego majaczenie. Spojrzałem w gwiazdy. Na niebie ułożył się gwiezdny napis 'biegnij! już niedaleko.' Biegłem tak jak chciały gwiazdy. Po godzinie pustynnego biegu ujrzałem las. Nie, nie był to Stary Las. To był całkiem inny las. Był bardziej zielony, piękny i liściasty. Moje brązowe oczy rozpoznały kilka rodzajów drzew. Brzozy, klony i wierzby. Wszedłem w las. Moje łapy stęskniły się za miękkim i lekkim dotykiem zielonej i małej trawy. Popatrzyłem na jedną z wierzb. Na jej korze było coś wyryte. Zbliżyłem się i zauważyłem wyrzeźbienie. Były tam dwa wilki. Jeden z nich miał długie piękne i geste futro. Po pysku widać było że samiec. Drugi był krótkowłosy. Jego rysy twarzy wskazywały na to iż na 'portrecie' była samica. Nie wiedziałem dlaczego ktoś wyryłby na drzewie te wilki. Popatrzyłem na drugą wierzbę. Też coś na niej było. Znów popatrzyłem na pierwszą wierzbę. Obraz wilków znikł. Podszedłem do sąsiedniej wierzby. Na jej korze widniała pewna scenka. Na górze obrazu widniał wilk o długim futrze. Na dole wył młody wilk na skraju pustyni. Na niebie widać było spadającą gwiazdę i księżyc w pełni. Nie wiedziałem co oznaczał wilk na górze, a rysunek na dole skądś znałem...
Zapamiętałem sobie obraz na wypadek gdyby znów zniknął i podszedłem do kolejnej wierzby. Na górze kolejnego rysunku widniała krótkowłosa wilczyca. Na dole zaś wilk biegnący po pustyni i spoglądający w gwiazdy. Odnalazłem wśród nich spadającą. Teraz domyśliłem się że to sceny z poprzednich dni, ale co z tym wspólnego mają te wilki? Nie wiedziałem. Skądś je znałem... ale zapomniałem.
Kątem oka na brzozie zauważyłem wyryte litery. Przeczytałem. Pisało tam 'Nie wpadaj w żałobę. Czytaj dalej!'. I wtedy wszystko stało się jasne... Ktoś zagryzł rodziców... Z mych oczu poleciały łzy smutku... Zawyłem głośnymi pełnym smutku głosem. Przez chwilę starałem się zatrzymywać łzy... Bezskutecznie... Leciały mi z oczu lecz po chwili przypomniałem sobie zapisane na drzewie słowa 'czytaj dalej!'...
Pełnym smutku i chwiejnym krokiem doszedłem do brzozy dalej. Były tam zapisane słowa 'przeczytaj wszystko a później zrób to co zapisane'. Wszedłem w głąb lasu do następnej brzozy. 'Nie gryź, węsz' na kolejnej zaś było wyryte 'Nie zabij, otwórz' ale tylko co do cholery mam otworzyć i nie zabijać?!!
Po chwili zauważyłem kolejną brzozę z napisem 'Uszak przyjaciel. Rób swoje'. Według wskazówek zacząłem węszyć. Wyczułem słodki zapach krwi. Oblizałem wargi i powędrowałem w stronę tropu. Po kilkunastu minutach odnalazłem Młodego zająca uwięzionego w sidłach. Gdy złoto-rudy zając zobaczył mnie zaczął się rzucać i wierzgać pogarszając tylko swoją sytuacje. Szybko odgryzłem jakiś kawałek metalu stanowiący coś ważnego ponieważ pułapka puściła a królik z ranną łapą zniknął nie wiadomo gdzie w lesie...
--------------------------------
mam nadzieję że się spodobało ponieważ spędziłam przy tym kilka dobrych dni :) nad historią następnego rozdziału jeszcze się zastanawiam ale wiedzcie ze Uszak będzie tutaj ważna postacią ;)
obrazki:
wilczyca z watahy pustyni
'gdzie się wybierasz?!!'
sidła

.gif)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz